niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział pierwszy.

Rozdział PierwszyAnastasia


-Co? Żartujesz, prawda!?- Nie mogłam uwierzyć, w to, co przed chwilą wypowiedziała moja najlepsza przyjaciółka Jules.
-Nie, wiesz, że to prawda. Skup się An.
-Co? Jak to wiem? O co Ci cho…- Nie. Miała racje… wiedziałam. Moja kumpela była wampirem.
 - Ee…. nie wiem, co mam Ci powiedzieć.
- An nic nie musisz mówić. To ja powinnam cię przeprosić. Naprawdę nie chciałam cię okłamywać. Wierzysz mi? - Chciałam jej wierzyć, ale czy mogłam? Okłamała mnie, zachowała się tak jakby nasza przyjaźń nic dla niej nie znaczyła
-Ja… ja nie wiem Jul. Nie wiem czy mogę ci ufać. – Chciała coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam jej dojść do słowa. – Zawsze Ci wierzyłam, od kąt przyszłam do tej szkoły miałam tylko ciebie, a ty….- Przez głowę przeszły mi niedawno odzyskane wspomnienia.  Jul biegnącą nadzwyczaj szybki tempem, z długimi kłami, pijącą... m o j ą krew. Przeszedł mnie dreszcz. Jak ona mogła mnie oszukiwać?
-Jules piłaś m o j ą krew.
-Wiem, strasznie mi przykro. Ale nie mogłam się powstrzymać. Zadrapałaś się i widok twojej krwi, takiej świeżej i ciepłej... On mnie przyciągną.  Przepraszam…-Chciała mówić dalej, ale jej nie pozwoliłam. Złość, którą próbował okiełznać nie wytrzymała.
-Ale mogłaś się powstrzymywać od powiedzenia mi prawdy… Serio Jul.?! Mi? Myślałam, że mi ufasz. Myślałam, że mnie lubisz… a ja… ja- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło, wiedziałam, że atakuję Jules, ale zasłużyła na to, okłamała mnie.- byłam jedynie twoim cholernym woreczkiem z krwią.  Po tych słowach wstałam i poszła w stronę swojego domu. Jules nawet nie próbowała mnie dogonić. Myśli głębiły mi się w głowie, a łzy napływały do oczu. Jak mogłam być taka naiwna? Dlaczego nie pokapowałam się, o co chodzi ( byłam przecież najwierniejszą fanka Sherlocka Holmesa)? To wszystko wydawało mi się takie nie realne. W a m p i r- to słowo krążyło w mojej głowie. Razem z Jul kochałyśmy Iana Somerhaldera w roli Damona Salvatora w Pamiętnikach Wampirów. To Jules pokazało mi ten serial, czego ona oczekiwała, że oglądając debilny serial o wampirach ( no dobra zarąbiście fajny serial) przygotuje mnie na tę wiadomość. Cóż, jeżeli tak sądziła to się pomyliła.
-Boże, moja kumpela jest wampirem.- Powiedziałam sama do siebie, a może do mroku, który mnie otaczał? Było koło północy a ja nim się zorientowałam stałam przed bramą cmentarza Green Wood na Brooklinie. Jest to jeden z najstarszych amerykańskich cmentarzy ( i jeden z największych, jakie widziałam). Mnóstwo drzew, pagórki, jeziorka po lodowcowe i kręte ścieżki prowadzące do najdalszych zakątków tego historycznego cmentarza- jednym słowem " wspaniałe miejsce". Taki tok rozumowania maja wszyscy turyści, którzy zwiedzają ten park, ale nie ja. Według mnie to zwykły kawał ziemi oznaczając smutek i rozpacz. No, bo co przyjemnego może być w chodzeniu po nekropolii, wiedząc, że stąpa się po czyiś szczątkach. O k r o p n o ś ć. Przeszył mnie zimny deresz. Znalazłam się na cmentarzy. Sama. O północy. Ta myśli nie dodawała mi odwagi, aby przekroczyć bramę, ale widziałam, że tego potrzebuję, że chcę zapalić mu świeczkę. Pobyć z nim.
          Po śmierci taty, często przychodziłyśmy z mamą na jego grób, ale gdy wyszła za mąż za nadzianego dupka Johna wszystko się zmieniło. Nie była już moją mamą, była jedynie kobietą, która mnie urodziła. Często potrzebowałam jej wsparcia, ale jej nigdy nie było. On jak zwykle był ważniejszy ode mnie. Pewnego dnia oznajmili mi, że spodziewają się dziecka. Nie mogła w to uwierzyć. Uciekłam z domu i noc spędziłam przy grobie taty. Policja znalazła mnie dopiero następnego poranka i odwiozła do domu(, który swoją drogą byłby fantastyczny, gdyby nie należał do Johna).  Wtedy mama zdecydowała ( a właściwie John zdecydował), że nie mogę chodzić już do zwykłej szkoły. Powiedzieli coś o ty, że moim dotychczasowi znajomi mnie demoralizują i muszę zacząć spotykać się z odpowiednią młodzieżą. Przeniosłam się do prywatnej placówki dla snobistycznych, bogatych bachorów. Tam poznałam Jules. Dzięki niej przetrwałam dwa pierwsze lata udręki. Ona była inna niż wszyscy, była zwyczajna, nie wywyższała się, była moją bratnią duszą. Zawsze mogłam z nią porozmawiać, i ona ze mną( a przynajmniej taki mi się wydawało do tej pory). Ufałam jej, a ona mnie tak po prostu okłamała.
- Tato, potrzebuje cię.-  zapaliłam świeczkę na jego grobie. Zawsze go kochałam. Był wspaniałym człowiekiem, pracował w szpitalu, aż do tego cholernego dnia. Dnia wypadku... Samochód, którym wracał do domu miał zepsute hamulce. Most, przez który przejeżdżał był w remoncie i jeden z pasów ruchu był zamknięty. Tata nie mógł zahamować, aby go zmienić, więc wjechał w barierkę ochronną i wpadł do rzeki East River. To zdecydowanie był najgorszy dzień mojego życia( nie zapominając o dniu ślubu mamy i Johna). Ale pocieszałam się faktem, iż mam jeszcze mamę. To dzięki niej przetrwałam pogrzeb i pierwsze tygodnie po śmierci taty... Cóż przynajmniej wtedy była przy mnie.
 Aktualnie nie posiadała nawet własnego zdania, często miała wrażenie, że John myśli za nią. Bez jego zgody nie mogła nawet wybrać koloru farby do pokoju ich dziecka.
Od kiedy ożeniła się z moim "kochanym" ojczymem, gdy miałam jakiś problem szłam z nim do Jules lub taty. Co prawda on nie zawile potrafił mi powiedzieć, dokładniej nic, ale wystarczyło mi, że wiem, iż jestem przy nim.  Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk piosenki Toma Odella- Another Love, spojrzałam na wyświetlacz mojego iPhone to Jules dzwoniła. Odrzuciłam połączenie. Sprawdziłam wiadomości 10 od Jules i 5 od Iana. Tak to takie ironiczne, że chłopak Jules miał tak samo na imię jak najwspanialszy aktor świata. A oprócz tego był zabójczo przystojny. Piękna jasna cera, kontrastowała z jego śniącymi, czarnymi włosami. I te jego niebieskie oczy. Ach... Nie można również pominąć faktu, iż był bardzo wysportowany i wysoki, ale nie był takim debilnym mięśniakiem jak Ci z naszej szkolnej drużyny sportowej, był mądry, błyskotliwy i  grał w teatrze. Nieraz wygrywał światowe konkursy recytatorskie. Jednym słowem ideał. Swego czasu podkochiwałam się w nim, ale gdy pod koniec pierwszej klasy zaczął się spotykać z Jul musiałam go sobie darować. Przecież nie mogłam odbić chłopaka swojej przyjaciółce. Zresztą i tak nie miałam u niego szans. Jules miała piękne, opadające poniżej łopatek, blond włosy, duże oczy o intensywnej trawiastej zieleni, otoczone długimi rzęsami. Była wysoka i szczupła. Miała super nogi. Była porostu olśniewająca. Ciekawe czy ma to coś wspólnego z tym, że jest wampirem?
 Po chwili uświadomiłam sobie, że nie jestem zła na Jul. Zrozumiałam, że dla niej też to nie było łatwe. No, bo kurczę bycie wampirem musimy być straszne.  Nie jestem pewna, na czym to wszystko polega, znaczy oglądałam chyba wszystkie seriale i filmy powstały na temat fantastycznych istot, ale skąd mam wiedzieć, co jest prawdą, a co nie? Muszę porozmawiać z Jules, ale czy mogę mieć pewność czy znów mnie nie zahipnotyzuje?
-Tato, co mam robić?-Czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
-Nie jestem pewien, czy ci odpowie, ale może ja mógłbym pomóc.-Ian Black stał przede mną i uśmiechał się szeroko.  Tak mnie zamurowała, że nie wiedziałem, co mam powiedzieć.
-Halo!!! Ziemia do Anastasi.- Mówiąc to śmiał się czarująca, gdybym nie była sobą, a on tym słynnym przystojnym, ( u którego nie mam żadnych szans) pomyślałabym, że mnie podrywa, ale to było całkowicie niemożliwe.
-Ee...cześć. Co ty tu robisz?- Mówiąc to szybko otarłam łzy i pomachałam do niego ręką, siląc się na uśmiech, który miał sprawić, że pomyśli, iż wszytko jest OK. Nie jestem pewna czy mi się udało, ale właściwie cieszyłam się, że nie jestem sama. Potrzebowałam z kimś porozmawiać i o dziwo nie przeszkadzało mi to, że jest to chłopak mojej najlepszej przyjaciółki, z którym nigdy szczerze nie gadałam.
-Jules, powiedziała mi, że się pokłóciłyście. Pomyślałem, że potrzebujesz z kimś porozmawiać.
-Skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
-Powiedzmy, że mam dobrą intuicję.- Uśmiechnął się i usiadł koło mnie. Przez chwile wpatrywaliśmy się sobie w oczy i miałam wrażenie, że wszystko jest dobrze, że już nic strasznego nie może mnie spotkać.
- Mark Halleway. Niech spoczywa w spokoju. Ile miałaś lat, gdy zmarł?- Jego pytanie mnie zaskoczyło, gdy przeczytał inskrypcję poczułam się znów jak w dniu pogrzebu.
-Osiem. To był chyba najgorszy dzień mojego życia.- Chciałam się rozpłakać, ale łzy nie przybywały.
-Rozumiem Cię. Moja mama zmarła, gdy miałem dziesięć lat.
-Nie wiedziała, że twoja mama nie żyje. Jul nic mi nie powiedziała. Przykro mi.- To było dziwne. Czemu Jules nic o tym nie wspomniała?
-Wiem... poprosiłem, żeby nikomu o tym nie wspominała. Nie lubię, gdy ludzie zachowują się przy mnie inaczej, tylko, dlatego, że nie mam jednego z rodziców.
-Skąd ja to znam?-Wypowiadając te słowa, przysunęłam się do niego. Pachniał jak ocean. Światło księżyca, które odbijała się od jego oczu dodawało mu uroku.
-Jak umarł?- Poczułam, że on też się do mnie przybliża. Po chwili stykaliśmy się już ramionami. 
-Miał wypadek samochodowy. Spadł z mostu do East River.- Przed oczami stanął mi obraz policjanta, który rozmawiał z mamą. Przeszedł mnie długi, zmiany dreszcz.
-Trzymaj.- Zdjął swoją bejsbolówka i nakrył mnie nią.
-Dzięki.- Była ciepła i pachniała tak ja on.
-A twoja mama?- Chyba pierwszy raz rozmawiałam tak normalnie z chłopakiem, ale Ian był inny. Po pierwszy był starszy o 2 lata, po drugie nie był taki dziecinny jak reszta, a po trzecie miałam wrażenie, że mnie rozumie.
- Miała raka. Walczyła, ale nie udała jej się...- Widziałam jak łzy napływają mu do oczu.
- Życie jest do dupy, no nie?
- Zdecydowanie tak.- Uśmiechną się smutno. Przez dłuższy czas siedzieliśmy w milczeniu, ale nie było niezręcznie. Miałam wrażenie, że czujemy się swobodnie w swoim towarzystwie. Oparłam się o niego, a on otoczył mnie ramieniem.
-Ian?
-Tak?- Jego oczy przybrały inny wyraz. Wydawało mi się, ze wyrwałam go z głębokich przemyśleń.
- Myślisz, że powinnam porozmawiać z Jules?
- Jestem pewien, że musicie sobie wszystko wyjaśnić.- Spojrzał mi się głęboko w oczy.
- Dziękuję Ci.- Byliśmy coraz bliżej siebie.
- Za co?- Te słowa szepnął mi do ucha.
- Za to, że jesteś. Tu. Ze mną.-  Odgarnął moje włosy z twarzy i przyciągną mnie do siebie. Jego usta były ciepłe i słodkie. Najpierw całował mnie delikatnie jakby bał się, ze go odtrącę. Potem było coraz namiętniej, zrobiło mi się gorąco. Nasze ciała stały się jednością. Jego usta pasowały do moich. Jego ciało uzupełniało moje. Miałam wrażenie jakby cały świat znikną. Byliśmy tylko ja i o n. Fale pożądanie zalała moje ciało, gdy odsunęliśmy się od siebie czułam smutek i tęsknotę. Potrzebowałam go i czułam, że on mnie też. .
- Przepraszam Cię, ale muszę już iść.- Wstał z ławki dysząc lekko.
- Rozumiem...
- Do zobaczenia Anastasio.- Po tych słowach szybkim, lecz nadal eleganckim tempem zaczął się oddalać
- Dobranoc Ianie.-Te słowa wypowiedziała sama do siebie, gdyż jego już nie było. 


Mam nadzieję, że spodoba Wam się pierwszy rozdział. Spróbuję swoich sił i mam  nadzieję,że uda mi się dokończyć tę książkę, ale bardzo cenne będą dla mnie Wasze opinie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz